Maszyny na miarę własnych ambicji i możliwości

Tomasz Krupa

Fundacja Bankowa im. Leopolda Kronenberga

Firma KELT jest laureatem konkursu „Mikroprzedsiębiorca Roku 2009”, który organizowany jest przez Fundację Kronenberga przy Citi Handlowy.

- Mała firma, w naszym kraju w zasadzie nie ma szans na uzyskanie pomocy banku w realizacji kontraktu. Naprawdę, niezwykle frustrujące jest każdorazowe zdziwienie klientów z Europy Zachodniej, że na realizację podpisanego kontraktu nie możemy zaciągnąć kredytu w banku – twierdzi Tomasz Krupa właściciel firmy KELT.

Czym zajmuje się Pana firma?

Podstawową działalnością firmy KELT jest projektowanie i budowa maszyn do produkcji opakowań z folii termoplastycznych. Oczywiście zdarza nam się budować różne maszyny (np. nasz zespół ma spore doświadczenie w budowaniu higienicznych maszyn pakujących dla przemysłu mleczarskiego), ale podstawą i zamierzonym kierunkiem rozwoju są maszyny do termoformingu.

Skąd pomysł na taką działalność?

Z analizy zdobytej wcześniej wiedzy i przeświadczenia, że chyba jednak najłatwiej odnieść sukces robiąc to, co się robić umie i lubi. To drugie chyba nawet ważniejsze: trudno mi sobie wyobrazić wkładanie tak ogromnej ilości pracy i energii, jakie są wymagane przy rozkręcaniu własnej firmy, w coś, do czego nie czuje się sympatii.

Od czego zaczęła się przygoda z biznesem?

Od czego się zaczęło? Chyba od konkluzji, że jest to jedyny sposób, aby budować maszyny na miarę własnych ambicji i możliwości. Oczywiście nie jest to prawda uniwersalna, ale w tamtym momencie właśnie tak to wyglądało.

Z jakimi problemami spotkał się Pan na początku działalności?

Zakładając firmę byłem przygotowany na to, że to nie będzie spacerek, więc trudno tu mówić o jakimś szczególnym zaskoczeniu. Jeżeli już, to tylko o pozytywnym: nie przypuszczałem, że w tym początkowym okresie uda nam się spotkać tak wielu życzliwych ludzi, którzy w nas uwierzyli. A nie mam wątpliwości, że bez tej ich wiary wszystko byłoby znacznie trudniejsze.

Czy polskie prawodawstwo ułatwia działanie ludziom przedsiębiorczym?

W polskim prawodawstwie są przepisy potrafiące w ciągu miesiąca doprowadzić do bankructwa dobrze prosperującą i uczciwą firmę. Wystarczy mały błąd w planowaniu lub nieświadomość początkującego przedsiębiorcy. Ogólnie frustrujące jest to, że tak wiele czasu i energii trzeba poświęcać na sprawy formalne zamiast zajmować się rzeczywistym prowadzeniem firmy. Generalnie prawodawstwo zarówno polskie jak i europejskie rozrasta się w takim tempie, że żaden mały przedsiębiorca nie jest w stanie tego kontrolować: do tego trzeba armii prawników i inżynierów, a tylko duże korporacje na to stać. Mniejszym pozostaje liczyć na zdrowy rozsądek i łut szczęścia.

Co uważa Pan za największy sukces zawodowy i największą porażkę?

Niewątpliwym sukcesem jest to, że udało się zbudować coś absolutnie z niczego, z ludźmi, którym ufam i których cenię. Mamy "wiernych" klientów, którzy wracają do nas po kolejne maszyny, a to pozwala mi z satysfakcją myśleć o naszych produktach.
A porażki: drobnych jest mnóstwo - najważniejsze to umieć wyciągać z nich wnioski na przyszłość. A takiej naprawdę poważnej to chyba jednak nie było. Problemy? Jest ich mnóstwo: formalnych, technicznych, biznesowych. Ostatecznie to chyba właśnie rozwiązywanie problemów jest podstawowym zajęciem każdego przedsiębiorcy. Najbardziej dokuczliwy: finansowanie. Mała firma w naszym kraju w zasadzie nie ma szans na uzyskanie pomocy banku w realizacji kontraktu. Naprawdę, niezwykle frustrujące jest każdorazowe zdziwienie klientów z Europy Zachodniej, że na realizację podpisanego kontraktu nie możemy zaciągnąć kredytu w banku (tam kredyt zabezpieczony kontraktem jest standardem, a oprocentowanie często niewiele przewyższa oprocentowanie kredytu hipotecznego).

Czy czuje się Pan spełniony zawodowo, czy może stawia Pan przed sobą kolejne cele biznesowe?

Spełniony zawodowo? Lubię to, co robię, ale ciągle jeszcze nie zbudowałem takiej maszyny, która by mnie w pełni usatysfakcjonowała. Zawsze może być lepiej, wydajniej, bardziej ergonomicznie, niezawodnie, taniej. Mam szczerą nadzieję, że to droga bez końca. Ale to raczej cel techniczny. A biznesowy? Tak rozwinąć firmę, żeby zrealizować cel techniczny. Ostatecznie firma to tylko środek służący do realizacji prawdziwego celu: budować absolutnie najlepsze maszyny i dostarczać je klientom w połączeniu z absolutnie najlepszym wsparciem. Ale do tego potrzebne są wiedza, potencjał i środki.

Gdyby udało się Panu pozyskać finansowanie, w jakim kierunku rozwinęłaby Pan firmę?

Nie ma jednego kierunku rozwoju firmy. Cel jest jasny, ale prowadzi do niego wiele dróg, po których w dodatku trzeba iść jednocześnie. Rozwój intelektualny firmy, potencjał wytwórczy i handlowy w takiej firmie jak KELT muszą ze sobą współgrać. Nie wystarczy wiedzieć, jak skonstruować dobrą maszynę. Trzeba ją jeszcze zbudować na odpowiednim poziomie i sprzedać. Ale sprzedaż słabej maszyny to też droga do nikąd. Konstrukcja, produkcja i marketing muszą się rozwijać równocześnie i harmonijnie względem siebie.

Co poradziłaby Pan przedsiębiorcom dopiero rozpoczynającym karierę w biznesie?

Chyba nie ma jednej uniwersalnej rady: wszystko zależy tego, jaki to miałby być biznes. Zawsze wierzyłem, że drogą do sukcesu są ciężka praca, wytrwałość i uczciwość wobec wszystkich partnerów: zarówno klientów jak i dostawców oraz współpracowników. Nic tak nie pomaga w biznesie jak dobre imię. Ale pewnie istnieje też tysiąc innych sposobów na osiągnięcie sukcesu - każdy musi znaleźć własny.

Rozmawiała Anna Włudarczyk

Dodaj komentarz

Oblicz kod z obrazka