![]() | Rynek akcji na głównych parkietach giełdowychRoman Przasnyski główny analityk Gold Finance Gold Finance Sp. z o.o. | ![]() |
Poprzedni tydzień na warszawskiej giełdzie określiłem jako męczący, chociaż przyniósł niewielkie zwyżki indeksów. Ten, który właśnie minął, zakończył się nieco gorszym bilansem. Był o wiele bardziej wyrazisty, emocjonujący ale i pełen zaskakujących zwrotów.
Z tego punktu widzenia, choć o wiele trudniejszy, męczącym nazwać go nie można. Nie przyniósł żadnego rozstrzygnięcia, choć zdawało się, że jest ono już blisko. Ale przecież inwestowanie to nie tylko odrabianie rachunkowych zadań, ale też emocje. A tych nie brakowało.
Końcówka poprzedniego tygodnia nie dość, że męcząca, była jeszcze "usypiająca". Początek minionego wskazywał, że na nic więcej nie możemy liczyć. Poniedziałek i wtorek to niewielkie zmiany wartości indeksów, mizerne obroty, zmiany nastrojów w ciągu dnia. Ruch w bok wydawał się niczym nie zagrożony. Indeks szerokiego rynku przykleił się do poziomu 38 tys. punktów, wskaźnik największych spółek kurczowo trzymał się okolic 2200 punktów, jakby od tego miała zależeć przyszłość rynku w najbliższym dziesięcioleciu. Nastroje inwestorów nie były więc optymistyczne. Większość z nich wyglądała mitycznej korekty i zanosiło się, że lada moment się ona pojawi. Tymczasem, zupełnie nieoczekiwanie, nie wiadomo skąd, w środę tuż po południu nastąpiło potężne uderzenie popytu. Co ciekawe, nie miało ono charakteru lokalnego, a wręcz "globalny". Ujawniło się na wszystkich parkietach europejskich, a później także na Wall Street.
Na rynkach wschodzących, w tym w Warszawie, było szczególnie mocno widoczne. Ponad 3% wzrost indeksu największych spółek widzieliśmy trzy tygodnie wcześniej. Wówczas także obroty były bardzo wysokie. Tym razem jednak były najwyższe od ponad dwunastu miesięcy. To przykład, jak szybko w okresie zwątpienia i pesymizmu może dojść do gwałtownej zmiany nastrojów i rynkowej tendencji.
Obserwacje zachowania rynku w przeszłości nie dają jednoznacznych wskazań, czego można się spodziewać po tak dynamicznych wzrostach. Czasem mają swoją kontynuację, czasem nie. Tym razem mieliśmy do czynienia z tym drugim scenariuszem, mimo że wszystko wskazywało na to, iż zobaczymy kolejny atak na szczyt ponad półrocznej zwyżki. Euforia minęła jednak równie szybko, jak się pojawiła. Bardzo duże obroty sugerują, że mogliśmy mieć do czynienia z wykorzystaniem zwyżki do pozbywania się akcji. Podejrzana była również ich koncentracja jedynie na akcjach kilku największych spółek naszego parkietu. Skoro ruch w górę, po "dotknięciu" rekordowo wysokich poziomów zakończył się niepowodzeniem i szybkim odwrotem, wciąż aktualne jest liczenie się z rychłym wystąpieniem spadkowej korekty.
Tydzień skończył się wzrostem indeksu największych spółek o 2,8%, nieco tylko mniejszym niż poprzedni. WIG zwiększył swoją wartość o niecałe 1,2%. W średnioterminowym obrazie rynku nic się jednak nie zmieniło. Nadal tkwimy w trwającym od kilku tygodni trendzie bocznym. Pozostało tylko złe wrażenie po nieudanym ataku na szczyt.
Europa
Indeksy głównych europejskich giełd, po pokonaniu kolejnych rekordów całej, trwającej od wiosny tendencji zwyżkowej, wyraźnie wytraciły impet. W skali tygodnia zyskały zaledwie ułamki procent. Dezorientacja inwestorów była dość powszechna. Charakterystycznym rysem był też brak reakcji na pozytywne informacje i wyczekiwanie na to co "powie" Wall Street. A przecież dobrych informacji nie brakowało. W sierpniu produkcja przemysłowa w strefie euro wzrosła 0,9%, po zwyżce o zaledwie 0,2% miesiąc wcześniej. W porównaniu do sierpnia ubiegłego roku była ona niższa o 15,4%, ale w lipcu spadek wynosił 15,9%. Jego tempo maleje, więc jest się z czego cieszyć. Ale jak widać, to niedostateczny powód do wzrostów na giełdach.
Utrzymanie się w sierpniu tempa wzrostu bezrobocia w Wielkiej Brytanii na poziomie z lipca też nie powinno być powodem zmartwienia. We Francji produkcja przemysłowa zwiększyła się w sierpniu o 1,8% w porównaniu z lipcem, znacznie bardziej niż oczekiwano. Mniejszy był też jej spadek w porównaniu do sierpnia ubiegłego roku.
We Włoszech produkcja zwiększyła się w porównaniu do lipca aż o 7%, najmocniej od 1990 r., czyli od momentu, gdy podawane są dane na ten temat. To wszystko jednak niewiele pomogło notowaniom cen akcji. Indeksy w Paryżu, Londynie i Frankfurcie znalazły się na poziomach najwyższych od 12 miesięcy, ale ich cofnięcie się świadczy o braku zdecydowania i możliwości wystąpienia spadkowej korekty.
Dla części giełd naszego regionu miniony tydzień był dość pomyślny. Indeksy w Bukareszcie, Budapeszcie i Moskwie zyskały po ponad 5%. Można się w tym doszukiwać lokalnych przesłanek, dość zresztą zróżnicowanych. W przypadku Rumunii był to kryzys rządowy, upadek dotychczasowego gabinetu i próby tworzenia kolejnego. Jak widać, polityczna zawierucha niekoniecznie przeszkadza inwestorom. Może mają nadzieję, że kolejny rząd będzie już tylko lepszy.
Sytuacja gospodarcza na Węgrzech wciąż nie jest zbyt dobra, ale jest nadzieja, że zacznie się poprawiać. Zdaniem szefa tamtejszego banku centralnego PKB spadnie w tym roku o 6,7%, a rosnąć zacznie w 2011 r. Minister finansów oświadczył, że prawdopodobnie w trzecim kwartale gospodarka osiągnęła dno. We wrześniu dość nieoczekiwanie zmniejszyła się inflacja z 5 do 4,9%. Węgrzy mieli więc jakieś powody, by się cieszyć.
Wzrostom na moskiewskiej giełdzie trudno się dziwić, patrząc choćby na to, co dzieje się na rynku surowców. Notowania ropy sięgające poziomów najwyższych od dwunastu miesięcy sprzyjają i tamtejszym spółkom i całej gospodarce. Ale nie tylko. We wrześniu produkcja przemysłowa w Rosji spadła o 9,5% w porównaniu do tego samego miesiąca poprzedniego roku. To spadek najniższy od 10 miesięcy. W sierpniu wyniósł on 12,6%. W porównaniu do sierpnia, produkcja we wrześniu była o 5,1% wyższa.
Na lepsze dane nie zareagowała giełda w Pradze. Sprzedaż detaliczna w Czechach spadła w sierpniu o 3,5% w porównaniu do sierpnia ubiegłego roku. W lipcu spadek wyniósł 4,9%. Produkcja przemysłowa zmniejszyła się w sierpniu o 8,4% po lipcowym spadku o 18,2%. To jedenasty miesiąc spadku z kolei, ale jego tempo wyraźnie zmalało.
Nienajlepiej wiodło się inwestorom na tureckim parkiecie. Tamtejszy indeks zniżkował o niecałe 2% i kontynuował korektę, ale trzeba pamiętać, że od wiosny odrobił niemal w całości ubiegłoroczne straty i znajduje się na poziomie z początku 2008 r., wyprzedzając większość indeksów innych giełd, nawet chińską. Nieco lepsze są tylko giełdy w Brazylii i Argentynie.
USA
Na Wall Street mijający tydzień był bardzo interesujący, głównie ze względu na reakcje inwestorów na napływające informacje dotyczące zarówno wyników spółek, jak i płynące z gospodarki. Indeksy biły kolejne rekordy. Bilans pięciu sesji jest dodatni, ale końcówka tygodnia była słaba. W dalszym ciągu perspektywy dalszego rozwoju sytuacji są dość niejasne. Nowe rekordy zwyżkowej fali zostały pokonane, ale cofnięcie się rynku, które po nich nastąpiło, nie nastraja zbyt optymistycznie.
Zaczęło się bardzo dobrze. Początek sezonu publikacji wyników finansowych amerykańskich spółek zaczął się niemal rewelacyjnie. Ale głównie dzięki reakcjom inwestorów, bo same firmy nie zawsze zaskakiwały aż tak pozytywnie. Reakcja na niezbyt dobre, ale lepsze niż się spodziewano wyniki Alcoa, wskazywała już,
że nastroje inwestorów są bardzo optymistyczne. Bardzo dobre wieści o zysku JP Morgan, który był siedmiokrotnie wyższy, niż przed rokiem, wprawiły rynek niemal w stan euforii. Na wyniki kolejnych spółek czekano już z mniejszym niepokojem. Jednak dane Goldman Sachs, także dużo lepsze niż w trzecim kwartale ubiegłego roku i lepsze, niż się spodziewano, pozytywnej reakcji już nie spowodowały. Wyniki Google, Johnson&Johnson i IBM były lepsze niż oczekiwano. Jedynie rezultaty Citigroup, Bank of America i General Electric mogły spowodować lekkie rozczarowanie. Powodów do większych zmartwień jednak zdecydowanie nie było.
Larry Summers, główny doradca ekonomiczny prezydenta USA, oświadczył, że gospodarka powoli zdrowieje. Podkreślił, że warunki na rynkach finansowych są coraz stabilniejsze. Pojawiły się oznaki poprawy na rynku nieruchomości, spada tempo wzrostu bezrobocia. Sprzedaż detaliczna spadła we wrześniu o 1,5%. Analitycy spodziewali się spadku o 2,1%. Produkcja przemysłowa we wrześniu zwiększyła się o 0,7%, znacznie mocniej niż przewidywano.
To wszystko na inwestorów już jednak nie działało. Ignorowanie dobrych informacji i eksponowanie tych nieco mniej optymistycznych świadczy o kolejnej zmianie nastawienia do rynku. Wypada znów powtórzyć zdanie o możliwości spadkowej korekty.
Azja
Na giełdach azjatyckich zmiany wartości indeksów na ogół były niewielkie, a atmosfera raczej nerwowa. Widać to było po wahaniach nastrojów w trakcie poszczególnych sesji. Jednak skala zmian wartości wskaźników była dość umiarkowana jak na ten region.
O chińskiej giełdzie już na świecie nieco zapomniano. Teraz najważniejsza jest Ameryka. Ale i w Szanghaju dzieją się ciekawe rzeczy. Indeks Shanghai B-Share zwiększył swoją wartość o niecałe 1,7%. Jest on wciąż dość daleko od dołka z 28 września, ale tempo odrabiania strat wyraźnie słabnie. Mimo małej dynamiki zmian, tamtejszy rynek znajduje się w dość newralgicznym momencie, przynajmniej z krótkoterminowego punktu widzenia. Na wykresie indeksu widać bowiem formację zapowiadającą możliwość spadku o około 10%. Patrząc z nieco dłuższej perspektywy, indeks od połowy sierpnia porusza się w bok, po mocnym załamaniu z początku sierpnia. Z chińskiej gospodarki w ostatnim czasie nie napłynęły ważniejsze informacje.
We wrześniu, po raz pierwszy od kilku miesięcy wzrósł import miedzi przez Chiny. Rosną ceny nieruchomości. We wrześniu poszły w górę o 2,8%, a tempo jej tendencji jest coraz większe. Sprzedaż aut w porównaniu do poprzedniego roku niemal się podwoiła i przekroczyła już milion sztuk w tym roku. To efekt programów stymulacyjnych, wpompowania do gospodarki masy pieniędzy ekspansywnej polityki kredytowej. W Chinach też działa program dopłat do zakupu samochodów, mimo że ich dynamika i bez tego była imponująca. Między innymi dzięki rządowemu wspomaganiu, oczywiście pośrednio, rośnie liczba chińskich miliarderów. W tym roku przybyło ich 29 i grupa ta liczy już 130 osób. By się do niej dostać, należy legitymować się majątkiem wartym 150 mln dolarów. Najbogatszy obywatel Chin ma majątek wart 5,1 mld dolarów. Jest szefem firmy koncernu samochodowego BYD. Na razie być może ta nazwa niewiele nam mówi, ale już wkrótce może się to zmienić. W Danii już niedługo będzie testowany samochód tej firmy z napędem elektrycznym.
Prawie 4,5% zyskał indeks giełdy w Bombaju. Po niedawnej korekcie spadkowej nie ma tam już śladu. Można oczekiwać ataku na poziom z początku ubiegłego roku, co oznaczałoby odrobienie strat niemal całej bessy. Dane płynące z tamtejszej gospodarki sprzyjają takiemu scenariuszowi. Produkcja przemysłowa w Indiach zwiększyła się sierpniu o 10,4% w porównaniu do sierpnia poprzedniego roku. Był to najwyższy wzrost od 22 miesięcy. W lipcu produkcja zwiększyła się o 7,2% i rośnie już od kilku miesięcy. Ekonomiści obawiają się jednak wzrostu inflacji i spodziewają podwyżki stóp procentowych oraz wycofywania się rządu z programów stymulacyjnych.
Nikkei zyskał nieco ponad 2%. Obraz japońskiego rynku giełdowego zdecydowanie się poprawił. Niedawna korekta spadkowa wygląda już na zakończoną i nic nie powinno przeszkadzać w marszu indeksu w górę. Ale gospodarka japońska do najmocniejszych nie należy, choć płyną z niej coraz bardziej optymistyczne wieści. Produkcja przemysłowa rośnie tam od sześciu miesięcy. W sierpniu zwiększyła się o 1,6% w porównaniu do lipca. Rok do roku spadła jednak o 19%, a spodziewano się spadku o 18,7%. Do powrotu do wzrostu wciąż jeszcze bardzo daleka droga.
Powyższy tekst jest wyrazem osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja do podejmowania jakichkolwiek decyzji związanych z opisywaną tematyką. Jakiekolwiek decyzje podjęte na podstawie powyższego tekstu podejmowane są na własną odpowiedzialność.