Rynek akcji według raportu Gold Finance

Roman Przasnyski

główny analityk Gold Finance

Gold Finance Sp. z o.o.

Główne europejskie parkiety kończą tydzień sporymi spadkami. Najbardziej ucierpiał paryski CAC40, zniżkując o ponad 5%. Korekta nie oszczędziła jednak nikogo. Nie pomogły nie najgorsze dane płynące z gospodarek ani lepsze prognozy na przyszłość.

Polska

Końcówka poprzedniego tygodnia, choć nie najlepsza, dawała jeszcze nadzieję na kontynuację wzrostów. Poniedziałkowa sesja te nadzieje wzmagała, ale już następne dni przyniosły zmianę nastrojów. Wtorek i środa były już wyraźnie spadkowe. Czwartkowy wyskok indeksu największych spółek o prawie 3% był bardzo "podejrzany". Miał miejsce na końcowym fixingu, nastąpił wbrew kiepskiej sytuacji na giełdach europejskich i słabemu początkowi dnia na Wall Street. Trudno zrozumieć motywy, jakimi kierowali się kupujący akcje w tak niepewnych i niekorzystnych warunkach. Jest to tym bardziej ciekawe, że zaangażowali oni całkiem spory kapitał. W piątek sytuacja była już całkiem jasna. Po największych od trzech miesięcy czwartkowych spadkach indeksów za oceanem, nasze nie miały żadnych szans na obronę. Mimo to bilans całego tygodnia nie jest specjalnie dramatyczny, a korekta nie wygląda jeszcze zbyt groźnie. Spora przecena cen akcji i spadek indeksu największych spółek w piątek o prawie 5% nie przesądza jeszcze o definitywnym zakończeniu całej zwyżkowej fali.

Wrzesień, mimo sporych obaw, także zakończył się zniżką głównych indeksów o zaledwie 1%. Tym razem znacznie gorzej wypadły wskaźniki małych i średnich firm. mWIG40 stracił ponad 3%, a sWIG80 prawie 2,5%. Jedyną branżą, jaka skorzystała we wrześniu, były banki. Ich indeks zwyżkował o ponad 1%. Przed nami jednak październik, który także nie cieszy się dobrą sławą, a także wciąż "wisząca" nad głowami myśl o większej korekcie fali wzrostów, trwającej od połowy lutego. Początek miesiąca wskazuje, że tym razem nie unikniemy poważniejszego ochłodzenia giełdowej koniunktury.
      
Europa

Główne europejskie parkiety kończą tydzień sporymi spadkami. Najbardziej ucierpiał paryski CAC40, zniżkując o ponad 5%. Korekta nie oszczędziła jednak nikogo. Nie pomogły nie najgorsze dane płynące z gospodarek ani lepsze prognozy na przyszłość. Żadnego wrażenia na inwestorach nie wywarł raport Międzynarodowego Funduszu Walutowego, świadczący o znacznie szybszym, niż się spodziewano, tempie wychodzenie globalnej gospodarki z recesji. Fundusz znacznie bardziej optymistycznie niż poprzednio ocenia sytuację w tym roku. Prognozy na przyszły rok są jeszcze lepsze, zakładają wzrost o 3,1%. Po takich informacjach można by się spodziewać lepszej reakcji. Jak widać, rynek rządzi się swoimi prawami, a wpływ sytuacji na Wall Street na pozostałe giełdy wciąż jest ogromny. Gdy przychodzi czas na korektę, nic nie jest w stanie jej powstrzymać. Można jedynie mieć nadzieję, że nie będzie ona zbyt głęboka i nie potrwa długo. O wielkim optymizmie wciąż jednak trudno mówić. Znaczna część wskaźników sugeruje, że gospodarka najgorsze może mieć już za sobą. Wciąż jednak straszy wysokie bezrobocie. Wyniosło ono w sierpniu w strefie euro 9,6% i było najwyższe od dziesięciu lat. Nie widać, by tendencja miałaby wyhamować. W Hiszpanii stopa bezrobocia sięga prawie 19%. Niepokój budzi też rosnące tempo spadku cen.

Patrząc na wykresy, sytuacja giełd w naszym regionie wcale nie wygląda najgorzej. Korekta nie jest zbyt dotkliwa, choć może się to zmienić. Na dłuższą metę nie będą one w stanie bronić się przed spadkami, jeśli sytuacja na zachodzie nie będzie się poprawiać. Banki centralne Rosji, Rumunii i Węgier obniżają stopy procentowe i zapowiadają kontynuację łagodzenia polityki pieniężnej. Symptomatyczna jest zmiana poglądów przedstawicieli rosyjskich władz na stan i perspektywy gospodarki. Minister finansów Aleksiej Kudrin stwierdził wręcz, że Rosja już wyszła z recesji i w najbliższym czasie spodziewa się wzrostu aktywności inwestycyjnej. Jego słowa znajdują potwierdzenie w poprawie wskaźników koniunktury. Indeks aktywności gospodarczej PMI wzrósł
we wrześniu do poziomu 52 punktów, sygnalizując ożywienie. Indeks rosyjskiej giełdy zniżkował w tym tygodniu jedynie o około 2,7%, należał więc do najsilniejszych nie tylko w regionie.

USA

Mijający tydzień był dla Wall Street najgorszy od ponad trzech miesięcy. Nastroje popsuły się już nieco wcześniej, ale w poprzednim tygodniu była jeszcze nadzieja na zakończenie spadkowej korekty. Kolejne sesje przyniosły jej pogłębienie. W skali tygodnia (od czwartku do czwartku) indeksy straciły po około 2%. I zanosi się
na to, że stracą jeszcze trochę. Ile to "trochę" wyniesie, trudno przewidzieć. Na pewno wszyscy przypomną sobie o słynnej korekcie, która miała nadejść już dawno i miała być "poważna". Większość będzie przekonana, że właśnie nadeszła. Ci, którzy w nią nie wierzyli, mówiąc, że nie ma fundamentalnych podstaw do spadków, przekonali się, że nie mieli racji. W myśl powiedzenia, że powód zawsze się znajdzie, znalazł się i tym razem. Dane, jakie w mijającym tygodniu napływały z amerykańskiej gospodarki, z pewnością do najbardziej optymistycznych nie należały.
      
W środę mieliśmy tego przedsmak w postaci kiepskich danych dotyczących rynku pracy. W czwartek znalazły one potwierdzenie w większej niż się spodziewano liczbie wniosków o zasiłki dla bezrobotnych. Niekorzystny był odczyt wskaźnika aktywności gospodarczej ISM, który nieznacznie zmniejszył we wrześniu swą wartość wobec poprzedniego miesiąca. Choć nie brakowało też informacji bardziej pozytywnych, jak na przykład większy niż się spodziewano wzrost dochodów i wydatków Amerykanów, czy wzrost liczby umów kupna domów, nie były one w stanie zrównoważyć niekorzystnej wymowy tych mniej optymistycznych. Powód więc się znalazł. Natychmiast pojawiły się opinie, mówiące, że ożywienie w gospodarce wcale nie musi przyjść tak szybko i nie musi być tak wyraźne, jak tego oczekiwano.
      
W takiej sytuacji spadki nie mogą dziwić. Czwartkowa sesja przyniosła ich zdecydowane przyspieszenie. Dow Jones stracił 200 punktów, co nie zdarzyło się od ponad trzech miesięcy. S&P500 zniżkował o prawie 2,6 %, najmocniej od początku lipca, Nasdaq zmniejszył swoją wartość o 3%. Wkrótce przekonamy się, czy był to tylko chwilowy "szok", czy też zmiana nastawienia inwestorów do rynkowych perspektyw. Wydaje się, że to właśnie od nastrojów i interpretacji danych będzie zależał dalszy rozwój sytuacji. Dane bowiem wcale jednoznacznie złe nie były i z ich mieszanki można było wyciągać bardzo różne wnioski. Na razie przeważają negatywne. Trudno przewidzieć, jak na nastroje inwestorów wpłynie zaczynający się już w tym tygodniu sezon publikacji wyników finansowych przez tamtejsze firmy.
      
Azja

Na azjatyckich parkietach mieliśmy tydzień dość mocnych spadków. Przodował w nich parkiet japoński. Nikkei stracił ponad 6%, wyłamując się zdecydowanie w dół z trwającego półtora miesiąca ruchu bocznego. Końcówka września i początek października był dla indeksu fatalny. I na razie nie ma specjalnych widoków na poprawę. A gospodarka zupełnie giełdzie nie pomaga. Produkcja przemysłowa w sierpniu spadła tam o 18,7% w porównaniu do sierpnia poprzedniego roku, w sektorze budowlanym spadek przekracza 38%. Mocno, bo aż o 36%, obniżył się eksport, jeden z głównych filarów gospodarki. Jedyną pocieszającą ostatnio wiadomością jest niewielki spadek stopy bezrobocia, ale to raczej efekt sezonowy. Odzywa się też największe zmartwienie japońskiej gospodarki, czyli deflacja. W sierpniu ceny towarów konsumpcyjnych spadły o 2,4%, najbardziej od 38 lat.
      
Tylko nieco lepiej wygląda sytuacja w Hong Kongu, ale tam również kierunek ruchu indeksu jest dość jednoznaczny. Stosunkowo najlepiej trzyma się indeks na Tajwanie. W ostatnich dniach września ustanowił nowy szczyt niedawnej zwyżki i osiągnął poziom najwyższy od połowy ubiegłego roku. Październik zaczął się jednak od dynamicznych spadków. Bardzo dobrze zachowuje się indeks giełdy w Bombaju. Nie widać tam na razie żadnych śladów korekty silnego wzrostu. Ale w piątek giełda miała przerwę i jest bardzo prawdopodobne, że gdy handel zostanie wznowiony, spadki jednak się pojawią.
      
Jeszcze dłuższa, bo dwudniowa przerwa, związana z obchodami 60. rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej miała miejsce w Szanghaju. W tym mocno skróconym tygodniu tamtejsze indeksy "zdążyły" spaść o ponad 5%. Jest duża obawa, że gdy chińscy inwestorzy wrócą do gry, można spodziewać się kontynuacji spadkowej tendencji. Chińska gospodarka wciąż wskazywana jest jako ta, dzięki której świat może wyjść z recesji, wciąż więc podwyższane są prognozy jej wzrostu. Jednak nie brakuje opinii, że wpompowanie ogromnych kwot w pobudzanie ożywienia w Chinach spowodowało powstanie bańki spekulacyjnej, także na rynku kapitałowym, a utrzymanie dotychczasowego tempa i skali pobudzania jest mocno wątpliwe. Od niedawnego szczytu z połowy września indeks Shanghai B-Share zniżkował o ponad 7%. Cały wrzesień kończy prawie 5% wzrostem, ale pogłębienie dołka z początku miesiąca wydaje się tylko kwestią czasu.



Powyższy tekst jest wyrazem osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja do podejmowania jakichkolwiek decyzji związanych z opisywaną tematyką. Jakiekolwiek decyzje podjęte na podstawie powyższego tekstu podejmowane są na własną odpowiedzialność.

 

Dodaj komentarz

Oblicz kod z obrazka