Rynek walutowy i surowców

Roman Przasnyski

główny analityk Gold Finance

Gold Finance Sp. z o.o.

Miniony tydzień to dalsza przewaga dolara nad wspólną walutą. Potężne umocnienie się „zielonego” z 3 i 4 grudnia okazało się być jedynie wstępem do dalszej aprecjacji „sponiewieranej” ostatnio amerykańskiej waluty. Dwie jej fale miały miejsce w miniony wtorek i piątek. Środek tygodnia to usypiająca stabilizacja w okolicach 1,472 dolara za euro. W piątkowy wieczór euro było tańsze już o około centa. W porównaniu z poniedziałkiem staniało o ponad dwa centy.

Rynek Walutowy
Trwająca od marca fala spadku wartości dolara zdawała się wytracać siłę już w listopadzie. Choć jeszcze wówczas padały kolejne rekordy słabości amerykańskiej waluty, jej kontrataki były coraz bardzie widoczne. W ciągu ostatnich kilkunastu dni coraz wyraźniej było też widać, że załamuje się dotychczasowy schemat "działania" rynku dolara. Polegał on na tym, że lepsze dane, płynące z amerykańskiej gospodarki, umacniając rynek akcji powodowały jednocześnie osłabienie dolara. Zwyżka indeksów na Wall Street przekładała się na spotęgowaną reakcję na giełdach rynków wschodzących. Opłacało się więc pożyczać bardzo tanie dolary, zamieniać je na brazylijskie reale, chińskie juany, tureckie liry, forinty, korony, złote itp., za nie kupować akcje, a później - niemal zawsze korzystnie - operować w drugą stronę, dostając coraz więcej coraz tańszych dolarów. To się nazywa carry trade.

Dotychczasowy wieloletni monopolista tego typu transakcji, japoński jen, został zdetronizowany przez dolara. Pożyczanego równie tanio, a o wiele pewniejszego, niż "samuraj". Mechanizm przestał działać, gdy poprawę na amerykańskim rynku pracy skojarzono z deklaracjami Fed, że ten nie zacznie zaostrzać polityki pieniężnej, dopóki nie zacznie się na nim wyraźna poprawa. Oczywiście poprawa jest na razie enigmatyczna i do trwałego polepszenia się jeszcze daleko, ale obawa się pojawiła i to wystarczyło do zmiany mechanizmu na rynku. Teraz lepsze dane z gospodarki USA powodują umocnienie się dolara, a to skutkuje spadkami notowań surowców i cen akcji. Giełdy na razie na ten "szok" reagują umiarkowanie, co przejawia się ruchem indeksów w bok. Ale za jakiś czas reakcja może stać się bardziej jednoznaczna.

W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy frank szwajcarski umocnił się wobec dolara o prawie 16%, euro o niemal 18%, jen o 16%. Co ciekawe, w tym czasie nasza waluta zyskała do "zielonego" zaledwie około 10%, czeska korona ponad 16%, forint 19%.

Na całej tej dolarowej przemianie z ostatnich kilkunastu dni, nasza waluta wyraźnie traci na wartości. Jeszcze pod koniec poprzedniego tygodnia dolara można było na naszym rynku międzybankowym kupić po około 2,7 zł. W miniony piątek był droższy aż o 10-14 groszy, czyli o ponad 5%. W tym samym czasie euro skoczyło z około 4,03 do 4,17 zł, czyli o 3,4%, a frank podrożał z 2,672 do 2,76 zł, a więc o 3,1%. Z perspektywy krótkoterminowej, osłabienie naszej waluty jest wyraźne, ale w dłuższym horyzoncie zmienia niewiele. Zwiększy się nieco uciążliwość dla spłacających kredyty walutowe, ale eksporterzy znów będą mieli weselsze miny. A jakiś prezent im się bardzo przyda.

Bo w październiku z eksportem było wyjątkowo kiepsko. Na razie więc do lamusa można odłożyć odważne prognozy zdecydowanego umocnienia się złotego, serwowane obficie przez zagraniczne banki i ośrodki analityczne.

Rynek Surowców
Notowania surowców były w ubiegłym tygodniu pod silną presją umacniającego się dolara. Za baryłkę ropy naftowej jeszcze w pierwszych dniach grudnia trzeba było płacić prawie 80 dolarów. W miniony piątek starczyło na nią już nieco ponad 71 dolarów, czyli ponad 10% mniej. Pewien wpływ na rynek tego surowca miały też dane o większych zapasach benzyny i oleju opałowego w Stanach Zjednoczonych. Ale wcześniej tego typu dane krótkotrwało oddziaływały na ceny. Teraz stało się inaczej, więc można sądzić, że nie tylko zapasy grały rolę. Cen nie były w stanie podnieść informacje o wzroście produkcji w Chinach, a przecież sygnałów słabnięcia globalnej gospodarki też nie było. Sporo traciły też kontrakty terminowe na miedź. Notowania metalu odbiły dopiero w piątek, po wieściach z Chin. Notowania są wciąż na wysokim poziomie, sięgającym ponad 7000 dolarów za tonę w Londynie i około 8200 dolarów na giełdach azjatyckich.

Na rynku złota poważne ochłodzenie nastrojów. Po serii rekordów, które zdaniem części ekspertów dalekie były od wyczerpania potencjału wzrostowego, nadeszło otrzeźwienie. Notowania cofnęły się do poziomu sprzed niemal miesiąca. W poprzedni czwartek 3 grudnia, za uncję trzeba było płacić rekordowe 1226 dolarów. W miniony piątek już tylko 1116 dolarów, a momentami nawet 1109 dolarów. To ponad 8% taniej. Pewnie to jeszcze nie koniec złotej gorączki, ale na pewien czas o rekordach możemy zapomnieć. Przynajmniej dopóki dolar się nie osłabi.

Dodaj komentarz

Oblicz kod z obrazka