Rynek walutowy i surowców

Roman Przasnyski

główny analityk Gold Finance

Gold Finance Sp. z o.o.

W minionym tygodniu na światowym rynku walutowym trwała przepychanka w dwucentowym przedziale między 1,48 a 1,5 dolara za euro. Tradycyjnie odbywała się w rytm zmian nastrojów na rynkach finansowych, w szczególności na Wall Street.

Rynek Walutowy

Przekonanie, że dolar zachowuje się już nie jak przystało na główną walutę stosowaną
w międzynarodowych rozliczeniach handlowych oraz dominującą w rezerwach walutowych niemal wszystkich krajów świata, lecz jak typowa waluta wykorzystywana do transakcji typu carry trade, jest coraz bardziej powszechne. W tej ostatnie roli zdetronizował przez wiele lat dominującego jena. Dolar więc zachowuje się w sposób typowy dla tego typu walut. Nie reaguje więc zbytnio na sytuację w światowej i amerykańskiej gospodarce, lecz jest środkiem "zaspakajania apetytu na ryzyko" przez inwestorów.

Doskonały przykład problemów, z jakimi boryka się obecnie amerykańska waluta mogliśmy obserwować w poniedziałek i wtorek. W poniedziałek dolar wpadł w konwulsje po wypowiedzi szefa Fed Bena Bernankego, który oświadczył, że jest gotów zapewnić dolarowi silną i stabilną pozycję. Pokrzepiony tym dolar gwałtownie się umocnił. Ale po krótkim namyśle, gdy zorientował się, że Fed jest wobec niego bezradny, znów odbił w okolice 1,5 dolara za euro. Te nerwowe ruchy były zresztą zupełnie niepotrzebne, bo przecież chwilę wcześniej Bernanke zapewnił, że stopy procentowe pozostaną niskie. Czym więc miałby wzmocnić i ustabilizować dolara? Chyba nie planuje interwencyjnego skupowania dolarów na rynku walutowym? W efekcie tego zamieszania poniedziałek zakończył się "kompromisem" na poziomie 1,4966 dolara za euro. We wtorek rano mieliśmy kolejną lekcję nowej ekonomii, wyłożoną na przykładzie praktycznym. Informacja o sporej nadwyżce handlowej w strefie euro, w myśl klasycznych kanonów, powinna spowodować umocnienie się wspólnej waluty. Tymczasem w południe amerykańska waluta umocniła się do 1,489 dolara za euro. Powód? Gorsze nastroje
na giełdach.

Problemy dolara są coraz mocniej dostrzegane przez przedstawicieli administracji USA i międzynarodowych instytucji finansowych. Ale nie tylko. W poprzednią niedzielę przewodniczący chińskiej Komisji Nadzoru Bankowego, tuż przed wizytą prezydenta USA w Chinach, stwierdził, że amerykańska rezerwa federalna napędza spekulacyjne inwestycje i nadmiernie rozluźnioną polityką monetarną utrudnia odbudowę globalnej gospodarki. Warto zwrócić uwagę, że Chiny z kolei są oskarżane o zaniżanie wartości własnej waluty. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że przecież chińska waluta jest dość ściśle powiązana z … dolarem właśnie.

Koniec tygodnia był już nieco bardziej spokojny. W piątek pod koniec dnia euro wyceniano na 1,484 dolara, czyli pośrodku przedziału, w jakim kurs wspólnej waluty
do dolara porusza się od końca października.

Złoty poruszał się w rytm wydarzeń na rynku światowym i jest to szczególnie dobrze widoczne w ciągu kolejnych dni. Jednak patrząc z nieco dłuższej perspektywy, widać, że wyraźnie się od kilku tygodni umacnia. Na początku listopada za dolara trzeba było płacić 2,94 zł, w piątek po południu już tylko 2,8 zł, a wciągu tygodnia nawet 2,73 zł. Bardzo podobnie złoty zachowywał się wobec euro i franka. Wspólna waluta staniała z 4,31 zł na początku listopada, do 4,15 w piątek, a w "międzyczasie" można ją było kupić nawet po 4,09 zł. Za franka pod koniec tygodnia trzeba było płacić 2,74 zł, o 11 groszy taniej, niż na początku miesiąca. W środku mijającego tygodnia "szwajcar" staniał przejściowo do 2,7 zł. Wówczas mieliśmy też do czynienia z dość ciekawą sytuacją, gdy za franka i dolara płaciliśmy tyle samo. Zresztą nic w tym dziwnego, gdyż międzynarodowym rynku walutowym dolara wymieniano na franka po kursie jeden do jednego.

W przypadku naszej waluty mamy do czynienia z jeszcze jednym ciekawym zjawiskiem. Od kilku tygodniu coraz liczniej pojawiają się prognozy zagranicznych banków i instytucji finansowych, których autorzy prześcigają się w odpowiedzi na pytanie o wartość naszej waluty w bliższej i dalszej przyszłości. Wszyscy zgodnie stawiają
na znaczące umocnienie się złotego. Wszystkich przebił jednak chyba ostatnio Merrill Lynch, który wyliczył tzw. wartość godziwą naszej waluty na 2,69 zł za euro i 2,02 zł za dolara. Oczywiście wartość godziwa najczęściej nie ma wiele wspólnego z wartością rynkową, ale warto na to zwrócić uwagę. Ten wysyp prognoz bardzo korzystnych dla złotego zaczyna budzić wśród części obserwatorów rynku podejrzenia, że znów możemy mieć do czynienia ze spekulacją na złotym.

Rynek Surowców

Miniony tydzień znów stał pod znakiem złota. Błyskało ono kolejnymi rekordami wszechczasów aż do środy. Tego dnia pokonało poziom 1152 dolarów za uncję i na razie na tym poprzestało. Czwartek przyniósł spore wahania notowań kruszcu i wyraźną korektę. Zatrzymała się ona 10 dolarów poniżej rekordowego poziomu. W piątek po południu za uncję trzeba było płacić 1138 dolarów.

Wyraźnie widoczna była odwrotna korelacja między notowaniami złota i amerykańskiej waluty, choć widać też było, że rekordy cenowe pobudzają wyobraźnię inwestorów. Coraz częściej mówi się, że mają one związek z obawami przed głębszą korektą na rynku akcji i innych rynkach finansowych. Wydaje się jednak, że zakup złota ma za zadanie chronić raczej przed niebezpieczeństwami związanymi z kondycją dolara i ewentualnym nawrotem recesji lub kryzysu finansowego. A obie te okoliczności nie wydają się aż tak nieprawdopodobne, skoro o pierwszej z nich wspomina prezydent USA, a możliwość wystąpienia drugiej sugeruje agencja Moody’s, ostrzegająca przed możliwością obniżenia ocen instrumentów finansowych, znajdujących się w bilansach największych banków. W każdym razie nikt już nie uważa, że poprzednie prognozy, mówiące, że cena złota dojdzie do 1200 dolarów za uncję są nierealne. Pojawiły się za to nowe, według których niebawem możemy płacić za złoto 1300 dolarów.

Zmniejszają się straty tych posiadaczy złotówek, którzy postanowili kupić za nie złoto w okolicach poprzednich rekordów z lutego. Przypomnijmy, że w połowie lutego za uncję złota trzeba było zapłacić nieco ponad 3800 zł. Dziś warta jest ona około 3180 zł. Ale też ci, którzy zdecydowali się na inwestycję w kruszec w sierpniu mogą liczyć zyski. Wówczas płacili około 2700-2800 zł za uncję, a więc sprzedając dziś zarobiliby 14-18%.

Ponownie mocne falowanie widać było w notowaniach ropy naftowej. Tydzień zaczynał się na poziomie 76-77 dolarów za baryłkę, ale ceny szybko szły w górę. W środę, po ogłoszeniu raportu amerykańskiego Departamentu Energii o spadku zapasów ropy naftowej 0,887 mln baryłek, po tym jak spodziewano się spadku o 0,3 mln baryłek, cena surowca skoczyła do 80 dolarów. Zapasy benzyny zmniejszyły się o 1,76 mln baryłek,
a spodziewano się spadku o zaledwie 25 tys. baryłek. Ale jak zwykle impuls płynący z tego typu informacji nie trwał zbyt długo. Już w czwartek cena baryłki zjechała ponownie w okolice 77 dolarów i w piątek do końca dnia niewiele się zmieniła.

 


 

Powyższy tekst jest wyrazem osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja do podejmowania jakichkolwiek decyzji związanych z opisywaną tematyką. Jakiekolwiek decyzje podjęte na podstawie powyższego tekstu podejmowane są na własną odpowiedzialność.

Dodaj komentarz

Oblicz kod z obrazka